Design Thinking

„Pani z marketingu” i kreatywność zakaźna

Zaangażowani w codzienne zadania, często nie mamy czasu na poszukiwanie nowych narzędzi i usprawnień. I niby wszystko jest okey, ale… powoli zaczyna brakować energii, a w pracę wkrada się miażdżąca monotonia. I albo w tym przepadniesz, albo nastąpi wielkie BOOM! Eureka! I tak właśnie z klasycznej „pani z marketingu” stałam się wyznawcą metody Design Thinking.


Jest dobrze. Ale…

Praca w świecie marketingu to nie tylko mój sposób na życie – to naprawdę świetna przygoda! Przez agencje rekalmowe po działy marketingu. Przez Social Media po zarządzanie marką. Od włoskiego makaronu po czujniki bluetooth. Poznałam wielu inspirujących ludzi i brałam udział w angażujący projektach.

Niestety, często w tych inspirujących ludzi z czasem wkradało się zawodowe wypalenie, a monotonia projektów zaczynała odbijać im się czkawką. Czasami, wrzuceni w samodzielne zadania i indywidualne cele, szli utartymi schematami działania, a podejmowane decyzje wieńczone były wątpliwym „bo mnie się tak wydaje”… Znacie to, prawda?

Zosie-Samosie

Marketing zawsze był dla mnie sportem zespołowym. Gdy tylko mogłam dzieliłam się pomysłami i szukałam inspiracji we wspólnych działaniach i rozmowach. Ale jeden z moich etatów dał mi sporo do myślenia. Kilkuosobowy dział marketingu z ludźmi o wielkim potencjale. Czad! – pomyślałam na starcie. Tyle inspiracji! A potem okazało się, że… każdy pracował sam. Samodzielnie tworzył koncepcje kampanii. Sam zbierał wyceny od podwykonwawców. Sam wyciągał wnioski z danych. Nie muszę chyba dodawać, że efekty takiej pracy były… niepełne.

Jako zwierzę stadne, za swoją misję przyjęłam, że zrobię z nas prawdziwy zespół. Zespół, który wspólnymi siłami będzie tworzył efektywniejsze kampanie. I czerpał z tego masę satysfakcji!

Objawienie!

W poszukiwaniu kreatywnych narzędzi przeczytałam chyba… cały Internet! Przebrnęłam przez scenariusze różnych warsztatów, ścieżki Klientów oraz agilowe podejście do pracy i budowania zespołu. Wszystko po to, by finalnie trafić na… DESIGN THINKING!

Wcześniej pewnie bym nie pomyślała, że kilkadziesiąt karteczek Post-it może zmienić postrzeganie naszego produktu, a stworzenie persony pozwala faktycznie „wejść w buty Klienta”. Nie pomyślałabym na pewno, że po kilku godzinach wspólnych warsztatów, możemy mieć gotowy do testów, namacalny prototyp!

Wielki entuzjazm połączony z pierwszymi próbami i wiarą w nowe narzędzia okazały się… bardzo zaraźliwe! Jako zespół, powoli zmienialiśmy nasz sposób myślenia, a przede wszystkim – działania. Zaczęliśmy testować rozwiązania i otwierać się na (bardziej lub mniej udane) eksperymenty. Dzieliśmy się pomysłami, zbieraliśmy opinie, przeprowadzaliśmy badania…

Kreatywność zaraża!

I wtedy to zrozumiałam. Kreatywne podejście do poszukiwania rozwiązań po prostu działa! Angażuje zespół, wytycza nowe szlaki, przynosi biznesowe efekty.

Jak wiele jest znudzonych zespołów projektowych w przeciętnym dużym mieście? Ilu specjalistów działa za zamkniętymi drzwiami swoich pokoi? Rzadko się o tym wspomina – albo nie chcemy się tym „chwalić”, albo… w ogóle nie zdajemy sobie sprawy z tego, że coś tu nie gra. Ale jestem pewna, że mówiąc o tym głośno, ucząc nowych metod i pokazując ich efekty, jesteśmy w stanie wywołać prawdziwą epidemię kreatywności.

Bo tym można się łatwo zarazić. I mam nadzieję, że już odczuwasz pierwsze symptomy… :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *